Obejrzałem „Citizen Vigilante” Uwego Bolla, kontrowersyjny film o dobrym imigrancie polującym na złych imigrantów. Nie potrzebuję po nim psychologa, egzorcysty ani nawet gorącego prysznica. Ale to ja. Nie jestem w targecie tego dzieła, bo od koniunkturalizmu wolę nawet pizzę hawajską. Film ten przedstawia historię imigranta, który sam decyduje się na walkę z innymi przybyszami łamiącymi prawo, co budzi sporo dyskusji. Po seansie nie czuję jednak potrzeby szukania pomocy specjalisty ani oczyszczania się w żaden sposób. Po prostu oglądam i przechodzę nad tym do porządku dziennego. Moja reakcja wynika z faktu, że nie pasuję do odbiorców, do których twórca kierował swoją opowieść. Wolę trzymać się z daleka od takich koniunkturalnych przekazów, nawet jeśli oznacza to wybór czegoś tak kontrowersyjnego jak pizza hawajska. Dzieło Bolla nie wywołuje we mnie silnych emocji ani potrzeby analizy, bo znam swoje preferencje i nie zmienię ich pod wpływem jednej produkcji. Kontrowersje wokół filmu są znane, ale dla mnie pozostają one na poziomie ciekawostki, a nie czegoś, co wymaga interwencji. Nie czuję potrzeby rozmowy z psychologiem, nie widzę też sensu w angażowaniu egzorcysty ani w natychmiastowym myciu się pod gorącą wodą. Po prostu akceptuję, że to nie jest film dla mnie i idę dalej. Moja postawa wynika z przekonania, że lepiej unikać oportunistycznych treści, nawet kosztem sięgnięcia po coś tak niekonwencjonalnego jak hawajska pizza. W ten sposób zachowuję spokój i nie angażuję się w dyskusje, które nie dotyczą mojej sfery zainteresowań. Film Bolla pozostaje więc dla mnie jedynie przelotnym doświadczeniem, bez dalszych konsekwencji.
Zrodlo: zero.pl
